4 ŻYWIOŁY  L200

top

Irena Stangierska

Nurkowanie

Płetwonurek jaskiniowy i techniczny, a przy tym wybitna fotograf podwodnego świata. Nurkuje od 2003 roku, nie wchodzi do wody bez aparatu.

Na jej zdjęciach możemy podziwiać polskie jeziora, meksykańskie cenoty, jaskinie Czech, Albanii, Francji, podwodne wraki i rafy koralowe całego świata. Marzy o sfotografowaniu legendarnych wraków na dnie Atolu Bikini. Prowadzi warsztaty fotografii podwodnej, relacjonuje wyprawy nurkowe, a także realizuje komercyjne zlecenia producentów sprzętu.

image

Kobieta renesansu

Ciągle szuka nowych wyzwań, choć była już 100 metrów pod powierzchnią wody (więcej niż jeden raz…). Kobieta renesansu z urzekającym uśmiechem i magiczną iskrą w oku, gdy nie nurkuje pracuje jako grafik komputerowy i dużo podróżuje.

more Pokaż wywiad
Kilka lat temu, podczas nurkowania w meksykańskiej jaskini pękł mi wąż od ciśnieniomierza i zaczęłam tracić mieszankę oddechową. Kilometr od wejścia. Całą powrotną drogę musiałam co chwile zakręcać i odkręcać zawór butli, żeby starczyło mi gazu do powierzchni… Udało się. Irena Stangierska opowiada o nurkowaniu technicznym i fotografii podwodnej.

Irena Stangierska - Pochodzi z Mikołowa, płetwonurek jaskiniowy i techniczny, a przy tym wybitna fotograf. Fotografuje polskie jeziora, meksykańskie cenoty, jaskinie Czech, Albanii, Francji, podwodne wraki i rafy koralowe całego świata. Prowadzi warsztaty fotografii podwodnej, relacjonuje wyprawy nurkowe, a także realizuje komercyjne zlecenia producentów sprzętu.


Jaki był twój pierwszy raz?
Było trochę strasznie. 2003 rok, Koparki, czyli zalany kamieniołom w Jaworznie, na Śląsku. W końcu, po kilku latach marzeń, zapisałam się na tak zwane „Intro”, czyli pierwsze próbne nurkowanie z instruktorem. Nic trudnego, cały czas jest się pod nadzorem i trzeba w zasadzie tylko oddychać. Tylko i aż. Trzymałam się kurczowo drabinki i nie byłam w stanie zanurzyć głowy pod wodę z automatem w ustach.


W końcu się jednak udało…
Tak, już następnego dnia. Musiałam się z tym przespać, przepracować to sobie w głowie. Nazajutrz się przemogłam, w tym samym tygodniu zrobiłam pierwszy kurs nurkowy i dalej było już z górki.

Z górki… Jesteś bardzo skromna, ale dobrze wiem, jak skomplikowane nurkowania wykonywałaś później.
Bez przesady [śmiech]. Jestem nurkiem technicznym. To taka nurkowa szkoła wyższa i nie należy mylić tego z nurkowaniem zawodowym, np. jako spawacz podwodny. Pierwszy techniczny kurs zrobiłam po 4 latach nurkowania rekreacyjnego. Nurkuję głębiej niż większość nurków, tj. zdecydowanie poniżej 40 metrów, w trudniej dostępnych miejscach, z użyciem innych mieszanek oddechowych niż powietrze i, używany również w rekreacji, nitrox (mieszanina podobna do powietrza, ale o wyższej zawartości tlenu). Przede wszystkim jestem jednak fotografem podwodnym.


Zostańmy jeszcze chwilę przy samym nurkowaniu, bo staram się to zrozumieć. Co popchnęło cię do wykonywania tak trudnych nurkowań, na takich głębokościach?
Po kilku latach, będąc średniozaawansowanym nurkiem, poczułam ogromną potrzebę doskonalenia się, rozwijania umiejętności nurkowych i tak małymi krokami przeszłam do kursów technicznych. Owszem, intrygowała mnie głębokość, ale bardziej czułam potrzebę chłonięcia nowych technik, potrzebę pokonania trudności z tym związanych, potrzebę sprawdzenia czy ja dam radę. Nie było łatwo, miałam wymagających instruktorów, ale warto było. Chciałam robić coś wymagającego, a w nurkowaniu jaskiniowym nie można popełniać błędów. Mogą kosztować życie mnie i moich partnerów. Byłam dwukrotnie na stu metrach głębokości. Żeby zobaczyć, jak to jest. Typowego faceta na moim miejscu ciągnęłoby pewnie, żeby zanurkować później głębiej i poprawiać swój rekord. Ja tak nie mam. Nurkowanie w meksykańskich jaskiniach np. Box Ki Sin czy Endorfina, które mają po kilka kilometrów podwodnych korytarzy i same leżą kilka kilometrów w głębi dżungli może nie brzmi równie dobrze, ale jest zdecydowanie bardziej wymagające.I te widoki…


…które większość z nas może poznać tylko na zdjęciach i filmach.
To właśnie fotografia podwodna jest dla mnie najważniejsza. Z zawodu jestem grafikiem, fotografia z początku hobby, choć pamiętam, że w domu, tata zawsze miał aparat i regularnie utrwalał rodzinne chwile. Ciocia z kolei miała zakład fotograficzny na rynku w moim rodzinnym mieście, reklamówka starych aparatów od ojca do dziś zalega gdzieś w kącie. Już podczas pierwszego kursu nurkowego kupiłam sobie taki prosty, jednorazowy aparat podwodny. Zdjęcia wyszły koszmarnie, ale trzymam je do dziś, na pamiątkę. Kolejne stopnie i specjalizacje nurkowe były przede wszystkim zdobywaniem „narzędzi” do tego, by móc zanurkować w miejscach, w których chcę robić zdjęcia. A to, że podobają się innym, jeszcze bardziej napędza mnie do działania.


Opowiadasz o nurkowaniu tak, jakby to było dla ciebie coś więcej niż tylko hobby.
Tak, choć trudno mi to opisać. Na tych podwodnych zdjęciach i warsztatach fotografii trochę zarabiam, czyli można powiedzieć, że to jest praca. Ale to by było uproszczenie. Mam studio fotograficzne, pracuję również jako grafik, choć gdy zaczęłam nurkować, rzuciłam stałą posadę. W każdym razie moje nurkowanie to zdecydowanie więcej niż hobby czy praca. Jestem wrażliwą, dosyć delikatną osobą, choć może tego nie widać, gdy idę 10 kilometrów przez meksykański las mangrowy niosąc ze sobą ciężki plecak ze sprzętem [śmiech]. Pochodzę z rodziny osób niesłyszących. Noszę aparaty słuchowe, przez osiem lat uczyłam się w szkole z internatem dla słabosłyszących, miałam też różne inne, niekoniecznie dobre doświadczenia w życiu. To wszystko przekłada się na moje codzienne samopoczucie. Nurkowanie daje mi siłę. Gdy wchodzę do wody, wszystkie problemy, razem z moimi aparatami, zostają na powierzchni. Tam na dole mam swój cichy świat.


Powiedz, co jeszcze zawdzięczasz nurkowaniu?
Dzięki niemu poznałam mnóstwo ciekawych miejsc na świecie, utrwaliłam na zdjęciach wspaniałe, podwodne chwile. Do końca życia nie zapomnę takich momentów, jak spotkanie stada majestatycznych, tańczących mant w Azji, podziwiania kryształowych stalaktyt w meksykańskich cenotach czy brania udziału w nietypowych projektach nurkowo-eksploracyjnych. Poza tym, nurkowanie jest sportem zespołowym i uprawiając je spotkałam wielu ciekawych, wspaniałych ludzi z całego świata. Z wieloma z nich przyjaźnię się do dziś.


A jakie jest twoje ulubione miejsce do nurkowania na świecie? A może jest takie, gdzie szczególnie chciałabyś zanurkować?
Mam ich kilka, za długo by tu wymieniać. Możemy napisać o tym już w innym artykule?


Napiszemy. W twoich dotychczasowych odpowiedziach nurkowania może się wydawać pasją bez wad. Miałaś jakieś mniej przyjemne doświadczenia?
Tak zupełnie prozaicznie, to z powodu nurkowania musiałam zrezygnować z nart, mojej zimowej pasji. Po prostu nie było mnie już na to stać. Bardziej ogólnie, to największą wadą nie samego nurkowania, a związanych z nim wyjazdów, są częste rozstania z najbliższymi. Z tego samego powodu ciężko jest też utrzymać stałych klientów, mieć „normalną pracę”. Ale czego się nie robi, dla sportu, który się kocha?


A pod wodą? Zawsze wszystko szło gładko?
Różnie. Ciemność nie była nigdy moją mocną stroną. Myślę, że z powodu moich barier słuchowych czuję się zdecydowanie pewniej, jak mam wszystko pod kontrolą… Czyli jak wszystko widzę [śmiech]. Wydawało mi się też, że mam klaustrofobię, że do czarnych, małych, mokrych dziur nigdy w życiu nie wejdę. Jednak przyszedł moment próby. Mimo lęków, zapisałam się na kurs nurkowania jaskiniowego w Meksyku. Ładnych kilka miesięcy spędzało mi to sen z powiek. Trema i stres. Na miejscu kurs zrobiłam, o dziwo, z przyjemnością i bez większych problemów....i po prostu zakochałam się w meksykańskich cenotach. Od tego czasu staram się odwiedzać je przynajmniej raz w roku. Kilka lat później nie było już tak różowo. Podczas nurkowania w meksykańskiej jaskini pękł mi wąż od ciśnieniomierza. On ma mały przekrój i powietrze ucieka przez niego powoli, ale to było kilometr od wejścia. Kilometr płynięcie podwodnymi, ciemnymi korytarzami. Całą drogę powrotną musiałam co chwile zakręcać i odkręcać zawór butli, żeby starczyło mi mieszanki oddechowej do wyjścia. Równocześnie trzeba płynąć tak, żeby nie zmącić dna i nie zgubić liny poręczowej, pokazującej drogę do domu. Trzeba opanować stres, być spokojnym i skupionym na zadaniu. Udało się, a do wody wróciłam już następnego dnia. Nawet przez chwilę nie pomyślałam, żeby zrezygnować z nurkowania. Ono jest całym moim światem.


rozmawiał Franek Przeradzki
more Ukryj

Galeria zdjęć

galery
galery
galery
galery
galery
galery
galery
galery
galery
galery
galery
galery
galery
galery
galery
galery
galery
galery
galery
galery
galery
galery
galery
galery
galery
galery
galery
galery

Poznaj pozostałe żywioły l200

back Powrót na stronę główną